Księga dwudziesta pierwsza
Jęły targać Tadzia wyrzuty sumienia,
Z czarnego człowieka tak zrobić jelenia?
Cóż mu biedaczysko w sumie zawiniło,
że na takie loty sobie zasłużyło?
Czyż to jego wina, że skóre ma czarną?
Nie, on nie zasłużył na dolę tak marną.
Lecz nagle wstrząs wielki targnął samolotem,
Tadzik się obudził, cały zlany potem.
Ach, cóż za ulga, że sen to był przecie,
Poczuł się był Tadzik najszczęśliwszy w świecie.
Siedział tak w fotelu pogrążon w nirwanie
Nic nie przewidując, co potem się stanie.
A stać się rzecz miała wcale nie banalna,
Bo wprost na nich leciała kapsuła owalna.
Nie, to nie owal, Tadzik przetarł oczy,
Widoczność jest słaba - obiekt w chmurach broczy.
Rozejżał się dyskretnie na współpasażerów,
Wszyscy siedzą cicho, wokół żadnych szmerów,
Jednak kila osób mocno podnieconych
O czymś rozmawiają - "Ech, podejdę do nich".
Może już coś wiedzą, co ten obiekt szuka,
Lecz oni wpatrzeni są w ekran notebooka.
Spojżał i Tadzik w ten ekran nieśmiało,
Wnet pojął w czym rzecz - czasu było mało.
Za oknem się chmury z lekka rozrzedziły
I wszyscy widzeli ów widok niemiły.
Widnokrąg przysłonił im talerz olbrzymi,
Toż to jest inwazja! Nie mamy szans z nimi!
Poczęli w panikę wpadać po kolei,
Gdy wybuch potężny za oknem ujżeli.
Cała nadzieja w wojsku powinności,
Jutro czwarty lipca - "Dzień niepodległości"!
Stronę stworzył, oraz dodał polskie literki do utworów
Tomasz 'Merlin' Kolinko w roku pańskim 1999 / 2000. Oryginał znajduje się
pod adresem http://www.sprint.com.pl/~tom/pt